paz, 3, 2014
Jesteśmy na lotnisku, wszyscy z bliskimi osobami: rodziną, swoją drugą połówką, znajomymi. Gdy usłyszeliśmy komunikat, że pasażerowie lecący do Bolonii mogą przechodzić przez bramki, nagle u większości pojawiły się łzy w oczach. U mnie też… W czasie oczekiwania na samolot koledzy dodawali zdjęcia na strony portalowe. Uśmiechali się, bo wiedzieli, że będą lecieć w nieznane, ze znajomymi, bez rodziców. Każdy będzie odpowiedzialny za siebie.
Wchodzimy do samolotu, wszyscy podekscytowani, kilka uczniów leciało pierwszy raz. Telefony przy oknach. Łzy leciały mi strumieniami, bo wiedziałam, że wznoszę się w górę i oddalam od rodziny. Podróż minęła spokojnie. Na lotnisku wsiedliśmy w taksówki, które nas zawiozły pod akademik-miejsce zakwaterowania. Po drodze oczywiście nie obyłoby się bez rozmowy o footballu. Panowie w recepcji przywitali nas z uśmiechem. Byli bardzo sympatyczni. Dali karty do pokojów i wytłumaczyli, jak do nich dojść. Apartamenty godne podziwu. Wszyscy mieli czas na rozpakowanie się, dostaliśmy kieszonkowe a następnie poszliśmy do sklepu na zakupy. Było zabawnie, ponieważ padały pytania: „Która woda jest niegazowana ?”, „Gdzie jest sól i masło?”. „Jak to się pisze ?”: W drodze powrotnej do hotelu pokazano nam, na których przystankach będziemy wsiadać, jadąc do pracy. Mieliśmy chwilkę odpoczynku i poszliśmy na kolację. Restauracja bardzo elegancka, ale na dania i desery czekaliśmy i czekaliśmy.
Jesteśmy już po kolacji, leżymy w pokojach rozmawiając przez skypa z najbliższymi. Wrażenia niesamowite, organizacja pobytu przez nauczycieli, Paulinę i Marka również. Z uśmiechem na twarzy czekam na kolejny dzień.
Kinga