Bolonia, kwiecień, 23, 2016
W weekend odwiedziliśmy miasto Romea i Julii, miasto słynie z renesansowych palazzi i pięknych balkonów.
„Lecz świat mój cały mieści się w Weronie.
Wygnany z miasta, banita ze świata.
Bez świata zginę, to wyrok jest śmierci,
Zwąc go inaczej gorycz tylko słodzisz,
Złotym toporem w głowę moją godzisz.”
„Być w Wenecji, to jakby zjeść całe pudełko czekoladek z likierem naraz”, mówił Truman Capote i miał rację. Piękno, przepych, kontrastowe słońce, tłum ludzi i te mosty, mostki, mosteczki ukryte w krętych, ciasnych uliczkach i kanały – wszechobecna woda o wielu odcieniach, a wszystko to dopełnia wytworna architektura pałaców, kościołów, klasztorów… i niesamowite światło – to dzienne i to wieczorem z latarni.
Punktem chyba każdej wycieczki w Wenecji jest plac Św. Marka i Bazylika.
Światową popularność zyskał też wenecki karnawał, gdzie zabawa rozpoczyna się w drugi dzień Bożego Narodzenia i trwa do dnia końca karnawału. W tym czasie od świtu do nocy po ulicach Wenecji przechadza się kolorowy tłum w charakterystycznych maskach i kostiumach. Niektórzy z nas też przymierzali takie maski.
Pogoda nam dopisała i choć nie udało się nam popłynąć gondolami, to jednak ten dzień mogliśmy uznać za udany.